**Jaxson**
Byliśmy splątani w pościeli, wciąż ciepłej od tego, co robiliśmy. Luke kulił się przy mnie, jakby było to jego miejsce na ziemi – a przecież, Boże, zawsze nim było. Cały klub był już cichy, z wyjątkiem słabego, odległego szumu z głównej sali, ale tutaj, w tym pokoju, wydawało się, że świat wreszcie przestał wirować na tyle długo, byśmy mogli odetchnąć. Leżał w połowie na mnie, z policzk






