**Luke**
Zanim dotarłem z powrotem do akademika, byłem blady jak duch, zlany potem i trząsłem się tak bardzo, że zęby szczękały mi z zimna. Szedłem całą drogę pieszo — mile popękanych chodników i ciemnych ulic, w kółko odtwarzając ten sam pieprzony moment, aż zupełnie mnie wydrążył. Jego głos, ostry jak stal, każący mi wyjść. Mówiący, że nie ma między nami niczego oprócz kontraktu.
Pierdolone bzdu






