Nawet dźwięk deszczu zmienił się w czasie, gdy czekałam na odpowiedź Caleba. Nie walił już z taką intensywnością – był teraz łagodniejszy, miarowy, jakby on również opadł z sił.
Caleb nie odzywał się przez niemal pełną minutę. Cisza przeciągała się tak długo, że zaczęła boleć.
Oparłam się, skrzyżowałam ramiona i zapatrzyłam się przed siebie, na falujące odbicia świateł przejeżdżających mokrą drogą






