Podróż rozpoczęła się przed świtem.
Niebo wciąż spowijał miękki, fioletowy odcień, a poranny chłód przenikał powietrze, gdy pakowaliśmy wóz. Tobias, wciąż ziewając, zaproponował, że przejmie lejce, podczas gdy ja po raz kolejny sprawdzałam pęki ziół, upewniając się, że wszystko jest wyraźnie oznaczone. Elior pożegnał nas ze zmęczonym uśmiechem, wciskając mi w dłonie zawinięte ciastko i szepcząc: „






