Pierwszą rzeczą, jaką poczułam, było ciepło.
Nie ten łagodny rodzaj bijący od porannego promienia słońca, ale głęboki, stały żar ramion kogoś, kto trzymał mnie tak, jakbym mogła zniknąć, gdyby tylko puścił.
Mrugnęłam, budząc się, i odkryłam, że twarz Dantego jest tak blisko, że jego oddech muskał mój policzek – ciepły, powolny i zupełnie niespieszny. Jego oczy były otwarte, już mnie obserwował. By






