Noc ucichła, stała się niepokojąco martwa.
Nasze kroki niosły się słabym echem po brukowanych ulicach, gdy czterej francuscy wilcy prowadzili nas z dala od serca miasta.
Powietrze pachniało wilgotnym kamieniem i starym dymem, przeplatane silniejszą, bardziej piżmową wonią wilków, które niedawno przeszły przemianę. Mocniej zacisnęłam dłoń na ręce Dantego; jego ciepło dawało mi oparcie, mimo że tętn






