Wiatr był tutaj chłodniejszy – rześki i przesycony zapachem sosny oraz szronu, mimo że pora roku jeszcze w pełni się nie zmieniła.
Światło księżyca kąpało ciche terytorium w srebrze, ale nie pomagało to rozproszyć ciężkiej ciszy, która lgnęła do powietrza niczym żałobne woale narzucone na kamień.
Stałam tuż przed rezydencją Alfy z założonymi rękami, a chłodna bryza mierzwiła pasma moich włosów na






