Ból nie nadchodził stopniowo.
Uderzył niczym piorun – paląca, rozdzierająca siła wewnątrz mojego łona, wyrywająca krzyk z mojego gardła, zanim w ogóle zrozumiałam, co się dzieje.
Dante wykrzykiwał moje imię, ale jego głos wydawał się odległy, przytłumiony, jakbym zapadała się pod wodę. Świat się rozmazał. Srebrne światło wylało się z mojej skóry – jasne, gwałtowne, niekontrolowane.
Lyrra coś krzyc






