Dante się nie waha.
Decyzja nadchodzi tak, jak nadchodzą tutejsze burze — nagła, nieunikniona i wystarczająco głośna, by roztrzaskać spokój na kawałki, których nie da się już złożyć. W jednej chwili pokój jest plątaniną rąk i szeptanych planów; w następnej Dante już porusza się między nimi niczym ostrze tnące jedwab, precyzyjny i straszliwy.
— Słuchajcie mnie — mówi, a wataha milknie w ciszy, któr






