„Hazel, nie idźmy tą drogą. Proszę”.
Roześmiałam się, niebawiona i zgorzkniała. Jakie to typowe. Jakie to przewidywalne. To właśnie robili wszyscy. Robili uniki, wijąc się, budując małe mury milczenia wokół prawdy, jakby ignorowanie jej wystarczająco długo mogło ją wyszorować do czysta. Albo magicznie uczynić z niej rzeczywistość.
Ale z milczeniem jest tak, że ono nie wymazuje. Ono ropieje. A jeśl






