Jaskinia pulsowała.
To nie był tylko mrok – to miejsce żyło.
Czarny krąg w centrum komnaty tętnił słabo z każdym uderzeniem serca, które jeszcze zostało Marsenowi, a jego blask pełzał po ścianach niczym rozlana oliwa.
Nozdrza Dantego zadrżały; odór spalonej krwi i starożytnej magii był tak gęsty, że niemal czuł jego smak.
Marsen początkowo się nie poruszył.
Siedział skulony w kącie, wpatrując się






