Poranek nadszedł cicho, jakby świat starał się nie obudzić nas zbyt wcześnie.
Światło powoli sączyło się przez zasłony, blade i złociste, omiatając rąbek pościeli i nagie ramię Dantego. Rytm jego oddechu był głęboki, lecz nierówny — mieszanka spokoju i czujności. Zawsze spał w ten sposób: pół król, pół żołnierz, nawet podczas odpoczynku.
Początkowo nie poruszyłam się.
Po prostu go obserwowałam.
Un






