Kolacja tego wieczoru była zbyt cicha.
Nawet świece paliły się słabiej niż zwykle, ich płomienie były wąskie i blade, jakby obawiały się tego, co unosi się w powietrzu.
Napięcie nie było widoczne gołym okiem — nikt nie odważył się mówić o nim głośno — ale przenikało salę niczym prąd pod nieruchomą tafli wody.
Dante siedział u szczytu stołu, jego wyraz twarzy był spokojny, królewski, nieprzeniknion






