Poranek przyszedł zbyt cicho.
Nawet ptaki zdawały się niepewne, czy powinny śpiewać.
Po raz pierwszy od wielu dni w powietrzu nie było czuć krwi ani popiołu. Tylko rosa i rozmaryn — Marta musiała znów krzątać się w ogrodach. Słaby zapach wpadał przez otwarte okno, łagodny i czysty, jakby świat udawał, że przed chwilą nie spłonął.
Dante wciąż spał obok mnie, jego oddech był miarowy, a najlżejsza zm






