Zaczęło się od wiatru.
Noc była spokojna, pochodnie płonęły stabilnym ogniem, a potem powietrze zadrżało — ostre, metaliczne, złowrogie.
Wilki słyszą burzę, zanim ta nadejdzie, i każdy strażnik na murze w jednej chwili zwrócił się w stronę lasu.
Najpierw rozległo się wycie.
Potem kolejne.
A potem dziesiątki głosów, splatających się w dźwięk przypominający śmiech, który zapomniał, jak to jest być l






