Puk… Puk…
Ostre pukanie przecięło ciszę.
Drzwi skrzypnęły, otwierając się, zanim którekolwiek z nas zdążyło zareagować, i do środka wszedł Beta Alessio — jego bystre oczy zwęziły się w chwili, gdy przekroczył próg.
Zatrzymał się, wbijając w nas wzrok. Zmarszczył brwi, gęste i ciemne nad napiętą twarzą; miał ten wyraz, który przybierał zawsze, gdy coś było nie tak.
Wciąż lekko drżałam w ramionach D






