Rezydencja była tej nocy niespokojna.
To nie było skrzypienie starych podłóg pod przesuwającymi się cieniami ani jęki drzew na wietrze. Nie – to było coś innego. Samo powietrze zdawało się naelektryzowane, tętniące ledwo powściąganą dominacją.
Dante nie spał.
Był rozbudzony w sposób, o którym świat już zapomniał.
Nie był już pogrążonym w żałobie Alfą, ukrytym za grubymi kamiennymi murami i woalem






