Krąg Sanktuarium odszedł.
Ale ich obecność wciąż była wyczuwalna.
Ich zapach — starego pergaminu, zwietrzałego kadzidła, zimnego metalu — wciąż lgnął do korytarzy niczym pleśń, która nie chce puścić. Służący poruszali się cicho, a za nimi ciągnęły się szepty. Nikt nie mówił głośno o tym, co się wydarzyło, ale każdy to czuł. Dom zamarł. W zawieszeniu. Czekając.
Siedziałam w ogrodzie za posiadłością






