Roześmiałam się, a dźwięk ten wyrwał się ze mnie, zanim zdołałam go powstrzymać. — Co takiego?
Dante uśmiechnął się szeroko; boso, bez koszulki, stał na barierce balkonu naszego pokoju — na trzecim piętrze zachodniego skrzydła posiadłości — z włosami w kolorze złotego brązu zmierzwionymi przez wiatr.
W jego oczach błyszczał dziki instynkt i figlarność, rzadka lekkość, która zastąpiła jego zwykłą,






