Cisza po naszej kłótni nie trwała długo. Nie mogła. Powietrze między nami było łatwopalne, każdy oddech stanowił kolejną iskrę.
Wciąż drżałam, wciąż słyszałam echo własnego policzka wymierzonego w jego twarz, wciąż byłam oszołomiona jadem w jego głosie, kiedy wszystko we mnie pękło. Nie ze strachu. Nie z chęci ucieczki. Ale z surowego głodu.
Nienawidziłam go. Pragnęłam go. Pragnęłam go jak tlenu,






