Deszcz zaczął padać dokładnie w chwili, gdy wyszliśmy z klubu; wielkie krople rozbijały się o chodnik, a zapach mokrego asfaltu unosił się niczym para. Z zaciśniętą szczęką chwycił mnie za nadgarstek i pociągnął w stronę parkingu.
Victor nie powiedział ani słowa, wyprowadzając mnie z klubu. Jedną dłoń położył na krzyżu moich pleców, drugą zaciśniętą trzymał u boku – tak jakby wypuszczenie tej wści






