W samochodzie było zbyt cicho.
Deszcz wciąż padał, teraz delikatnie, niczym szept. Moje dłonie wciąż opierały się o szkło. Moja sukienka była rozdarta po bokach, majtki w strzępach. Czułam, jak ze mnie wyciekał, ciepły i gęsty między moimi udami. Moje sutki wciąż mrowiły tam, gdzie wcześniej były jego usta, a każdy oddech ocierał się o nie jak drażnienie. Wciąż czułam jego dłonie na swoim gardle.






