Droga powrotna do domu była gęsta od ciszy.
Nie była to cisza, która oznaczała spokój. To był ten rodzaj ciszy, który zaciskał się na szyi jak pętla.
Zanim dotarliśmy do domu, deszcz przeszedł w zaledwie mżawkę, ale miałam wrażenie, że burza wciąż szalała we mnie.
Victor ściskał kierownicę tak mocno, że aż pobielały mu knykcie, jakby trzymał się czegoś, co w każdej sekundzie mogło się roztrzaskać.






