Nocne powietrze było chłodne, ostre i pachniało lekko deszczem, kiedy wymknęłam się z chaosu kolacji próbnej.
Śmiech i brzęk kieliszków ucichły, zastąpione przez ciszę ogrodów i powolne dudnienie pulsu w moich własnych uszach. Moje dłonie drżały, gdy oparłam się o kamienny mur restauracji, pochylając się do przodu, by wziąć oddech, który nie chciał nadejść.
Usłyszałam go, zanim go zobaczyłam – rów






