Wielka dłoń Victora parzyła mnie w talię i przyciągnęła bliżej, wciągając w jego żar.
Jego wzrok spoczywał na moim, głodny i niecierpliwy. – Drżysz – mruknął cichym, drażniącym głosem. – Powiedz mi, Hazel, co sprawiło, że tak tracisz nad sobą kontrolę?
Gorąc oblał moje policzki, a ja walczyłam, by uspokoić oddech. – Ty – przyznałam ochrypłym głosem.
Uśmiechnął się – powolnym, niegodziwym wykrzywie






