Rozdział 53: Wyjątkowo specjalny?
Victor
– Och, i Hazel... – Głos Piper wzbił się ponad gwar, jasny, kpiący, fałszywie słodki, z wyczuwalnym pod spodem jadem. – Chodź tutaj. Przy tym powinnaś stać tuż obok mnie. – Wskazała ręką.
Tłum zafalował, a wszystkie spojrzenia natychmiast spoczęły na Hazel. Nie umknęło mi, jak na kilku twarzach wykwitły porozumiewawcze, złośliwe uśmieszki, a w oczach błysnę






