Nocne powietrze cięło ostro, gdy tylko wyszliśmy z izby chorych.
Śnieg chrupał pod stopami, kruchy od mrozu, a nad nami wisiał księżyc, nabrzmiały i jasny — jeszcze nie w pełni, ale wystarczająco blisko, bym czuła niepokój Myrk w swoim wnętrzu; jej obecność była niczym biały ogień pod moją skórą.
Lyrra już wydawała rozkazy. Jak na kogoś tak drobnego poruszała się nadzwyczaj szybko, a jej zaplecion






