Cisza po rytuale nie była prawdziwą ciszą.
Był to rodzaj ciszy, która dzwoni w uszach długo po tym, jak zamilkł ostatni dźwięk — cisza tak gęsta, że napierała na skórę, ciężka i nienaturalna, jakby samo powietrze zapomniało, jak się poruszać. Zdawało się, że świat wstrzymał oddech, bojąc się wypuścić go zbyt wcześnie.
Ostatnie z żarzących się run zamigotały słabo na dnie jaskini, ich złote światło






