Następnego ranka obudził mnie cichy szelest materiału i zapach ciepłej lawendy oraz czegoś jeszcze — ziemistego i świeżego, jak las po deszczu. Przez chwilę myślałam, że wciąż śnię, uwięziona w resztkach wspomnienia, którego nie byłam gotowa porzucić.
Ale potem to poczułam.
Ciepło... Jego ramiona wciąż mnie obejmowały.
Dante. Nie odszedł.
A więc to nie był sen...
Zasnęliśmy tam, na balkonie, mając






