— Dokąd jedziemy? To nie jest droga do apartamentu... — zapytałam, obserwując nieznaną szosę wijącą się z dala od świateł miasta.
Dante tylko się uśmiechnął, jednym z tych cichych, porozumiewawczych uśmiechów, z którymi trudno było dyskutować. Nie odrywając wzroku od drogi, sięgnął po moją dłoń i splótł swoje palce z moimi.
— Na kolację — odparł krótko.
Kolacja.
Mrugnęłam powiekami, opierając się






