Była prawie dziewiąta rano, kiedy w końcu zaczęłam się budzić, a światło słoneczne wpadające przez zasłony łagodnie ogrzewało pokój. Mrugnęłam kilka razy, próbując zorientować się, gdzie jestem.
Gdy przeciągałam się pod miękką kołdrą, zdałam sobie sprawę, że w pokoju panuje niezwykła cisza. Marszcząc brwi, odwróciłam głowę i zobaczyłam Aethel siedzącą swobodnie przy oknie, popijającą kawę i czytaj






