Kątem oka dostrzegłam, jak Kovak sztywnieje, a jego szczęka zaciska się nieznacznie.
Przez krótką, przeszywającą chwilę napotkałam jego wzrok.
Nie było już we mnie nic, co by drżało.
Żadnej tęsknoty. Żadnego smutku. Żadnego żalu.
Szukał we mnie pęknięć, ale ich nie znalazł.
Subtelny ruch Dantego przywołał mnie do rzeczywistości — przysunął się bliżej, kładąc dłoń opiekuńczo na moich lędźwiach.
Nie






