Następnego ranka wróciła Aethel – cała w sadzy, w potarganym ubraniu, z ramieniem pospiesznie owiniętym gazą, przez którą przebijały ślady oparzeń. Jej kroki były nierówne, ale wyraz twarzy triumfujący.
W swojej sakiewce miała małą fiolkę wypełnioną świecącym pomarańczowym proszkiem, który migotał niczym gasnący żar.
– Popiół feniksa – wychrypiała, tuż przed tym, jak osunęła się w ramiona Bety Ale






