Dym unosił się ku nocnemu niebu, gęsty od odoru krwi, popiołu i złamanych obietnic. Kamienna podłoga pod moimi łapami była popękana i splamiona szkarłatem. Moje ciało drżało po eksplozji.
Ból przeszywał moje żebra, lewa tylna łapa pulsowała, a Myrk w moim wnętrzu walczyła o utrzymanie pionu.
Mimo to stałam.
Staliśmy.
Wokół mnie nasi wojownicy byli poturbowani – ranni, ale nie poddawali się. Aethel






